Dom z balii spłonął

Przesądy mówią, że piątek trzynastego jest dniem pechowym, podobnie jak czarny kot, czy zbite lustro. Sama nigdy nie wierzyłam w takie rzeczy. Budowa domu z bali mi nieobca.

Budowa domu z bali jest ważna.

dom z baliZdarzało mi się czasem powiedzieć, że to wina futrzaka, który przebiegł mi drogę, jeśli coś mi się nie udało, ale tak naprawę miałam bardzo racjonalne podejście do życia i nie wierzyłam w takie banialuki. Uważałam, że osoby tłumaczące swoje niepowodzenia pechowym dniem, czy zbitym lustrem są po prostu niepoważne i zwalają swoje zaniedbania na innych. Teraz jednak zaczynam myśleć, że coś w tych przesądach jest od kiedy budowa domów drewnianych stała się moim przekleństwem. Kiedy wraz z mężem kupiliśmy wreszcie upatrzoną działkę za miastem, na której mieliśmy postawić dom. Nie planowaliśmy niczego dużego. Wielka chałupa to tylko problem, bo trzeba ją ogrzać i posprzątać, a taki mały, kompaktowy domek nadawał się dla nas idealnie. Domki drewniane całoroczne zawsze uważaliśmy za ładniejsze niż niż te z cegły. Miały w sobie jakąś magię, domowy klimat, którego cegły nie mogły zapewnić, dlatego taki chcieliśmy postawić u siebie na działce. Zatrudniliśmy profesjonalną firmę, która specjalizowała się w domach z balii, więc mieliśmy pewność, że wszystko będzie dobrze wykonane. Nie przewidzieliśmy się, że siły natury nie będą nam sprzyjać. Budowa domu z balii przebiegało pomyślnie. Mieliśmy już fundamenty i ściany, czekaliśmy na konstrukcję dachu. Nadszedł jednak piątek trzynastego a wraz z nim wielka burza.

Jeden z piorunów uderzył akurat w nasz dom, co spowodowało zapłon. Materiał nie był jeszcze zaimpregnowany od środka, więc drewno łatwo się paliło. Całość nie spłonęła, ale nie nadawała się do odzyskania. Musieliśmy od nowa załatwiać materiały. Dobrze chociaż, że piorun nas nie trzasnął, kiedy budynek był już cały gotowy… I znowu czeka nas budowa domu z bali.