Problemy z taśmą gumową

Pracuję w fabryce przy taśmie produkcyjnej. Nie precyzując, powiem tylko że chodzi znanego w skali kraju producenta słodyczy. Nie będę się rozpisywać za bardzo o procesach mieszania składników, formowania wyrobów i ich pakowania, ponieważ nie o tym traktować ma ten wpis.

Używana taśma gumowa i jej zalety

W zeszłym miesiącu mieliśmy małe zamieszanie, ponieważ ponad tydzień trwała konserwacja i modernizacja jednej z linii produkcyjnych. Taśma gumowa musiała być wymieniona, razem z kilkoma podporami. Na ten czas musieli zatrudnić kilku dodatkowych pracowników do pomocy przy pakowaniu towarów. Finansowo skorzystał na tym mój siostrzeniec, który akurat ma ważną książeczkę sanepidowską, zatem przez pięć dni pochodził sobie do pracy. Niby normalna rzecz, a czasami takie normalne rzeczy nasuwają człowiekowi pewną refleksję. Mnie zastanowiło jaka sprzeczność nieraz występuje w interesach pracodawcy i pracownika. No bo przecież – taka używana taśma gumowa, staroużyteczna jak to nazywają fachowcy – to niesamowita oszczędność czasu i roboty. Owszem, nie przeczę że nam też bardzo w pracy pomaga. Jednak największy zysk to jest dla pracodawcy. Nie dość, że maszyna się nie męczy, to jeszcze nie generuje takich kosztów jak pracownik, a mnóstwo pracy wykonuje. Nasza taśma przenośnikowa jest już u nas na hali używana około siedem lat.

 

Z całą pewnością wiele zarobiła, ale też pytanie – ilu siostrzeńców pozbawiła dochodu? To niesamowita ironia jak ta technologia czasem jednemu pomaga, a innemu szkodzi, prawda?